Oceń wpis
   
Minęło 100 dni rządu Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja atakuje PiS, że blado wypada posumowanie tego czasu. Faktycznie trudno pochwalić się fajerwerkami, ale przecież finalizowano wiele wcześniej rozpoczętych spraw. Likwidacja WSI, powołanie CBA, porządki w policji, wymiarze sprawiedliwości. Mamy uproszczenia w regulacjach zamówień publicznych, mamy rozszerzenie stref ekonomicznych, ustawę o rozwoju regionalnym, ustawę o biopaliwach. Mamy projekt budżetu na 2007, wraz z nim korektę podatków od osób fizycznych (zwiększenie kwoty wolnej od podatku, odmrożenie progów podatkowych, ulga prorodzinna).

Sporo, ale chciałoby się więcej. Krytyków „100 dni” nie zastanowił czas jaki jest potrzebny, aby dany pomysł stał się prawem. Policzmy. Załóżmy, że konkretny pomysł rodzi się z dniem objęcia funkcji rządowej. Napisanie ustawy i uzgodnienie jej w swoim resorcie zabiera 2 miesiące (bardzo optymistycznie, jeśli nikt wewnątrz nie sabotuje i nie przeszkadza), następny miesiąc uzgodnienia międzyresortowe, o ile Ministerstwo Finansów nie musi znaleźć dodatkowych funduszy w budżecie. Następnie zatwierdzenie przez Komitet Stały Rady Ministrów i Radę Ministrów i dokument trafia do Sejmu po miesiącu i otrzymuje rangę „druku sejmowego”. Prace w Sejmie to co najmniej 4 miesiące, o ile jest wola marszałka i przewodniczącego komisji. Następny miesiąc to prace w Senacie. Dwa tygodnie do miesiąca to rozpatrzenie poprawek Senatu. Podpis Prezydenta to znów dwa tygodnie, czasem miesiąc. Łącznie czas jaki potrzebny jest na wprowadzenie w życie ustawy to 10 -11 miesięcy. Jeśli skorzystamy ze słynnej szuflady „premiera z Krakowa” to może skrócimy ten okres do 9-10 miesięcy. Nadal jest to trzy razy dłużej niż symboliczne 100 dni.

Sam przez wiele lat wybrzydzałem nad rządzącymi, że nie tak, nie w ten sposób, że za wolno lub nie z tymi ludźmi. Chociaż osobiście nie mam problemu z podejmowaniem decyzji to teraz od drugiej strony widzę jak rządzenie może być trudne w ściganiu się z czasem. Często obiektywne przyczyny nie pozwalają podejmować konkretnych działań czy decyzji tak szybko jakby się chciało. Część krytyków obecnego rządu kojarzy mi się z kanapowymi kibicami z dużym brzuchem, którzy pokrzykując przed telewizorem z puszką piwa w ręku udzielają pouczeń piłkarzom jak mają grać.

2006-11-06 14:10
Polityka kaczyński, rząd, pis, 100 dni Komentarze (9)