Oceń wpis
   

 

Propozycje rządowe odnośnie ograniczenia przekazywania części składek z ZUS do  OFE zasługują na głęboką krytykę. Tego typu rozwiązania jasno wskazują, że rząd już wie, że idzie wielka fala, która wywróci finanse publiczne – o ile nikt nie podejmie poważnych reform finansów publicznych. Niestety wielu ekspertów uważa, ja też się skłaniam do tego zdania, że już nie wystarczą cięcia wydatków i czekają nas podwyżki podatków i to nie na poziomie 1% w podatku VAT. Rząd argumentuje konieczność ograniczenia transferów finansowych z ZUS tym, że jest realny uszczerbek w finansach publicznych, zaliczany do deficytu budżetowego. Jeśli to jest jedyny powód sięgania do kieszeni przyszłych emerytów, to proponuję zrezygnować z pośrednictwa ZUS przy zbieraniu naszych oszczędności emerytalnych. Można przecież Polaków zobowiązać do obowiązkowego odkładania pieniędzy na emerytury, bezpośrednio przesyłając składki do OFE, funduszy inwestycyjnych czy innych tego typu podmiotów. Jeśli rząd nie proponuje tego typu rozwiązań to oznacza, że ktoś ma apetyt używania naszych pieniędzy do ratowania finansów publicznych w zamian oferując papierowe asygnaty (jak z Komuny), które finalnie będą miały dość symboliczną wartość (jak książeczki mieszkaniowe).

Decyzja ograniczenia przesyłania pieniędzy do OFE z 7.3 % naszych zarobków do 2.3 % to podwójna zła wiadomość dla przyszłych emerytów. Po pierwsze to oznacza, że kilka tysięcy złotych rocznie nie „pracuje” na naszą przyszłą emeryturę i tym samym osłabia polską GPW. Z drugiej strony mniejszy strumień pieniądza na giełdę osłabia wartość akcji, które już znajdują się w rękach OFE. Nieodparcie ciśnie się na usta pytanie dlaczego minister Rostowski nie zabrał całości tych pieniędzy. Prawdopodobnie rząd potrzebuje tych naszych pieniędzy aby przeprowadzić prywatyzację! Bo kto i za co kupi akcje przedsiębiorstw, które chce sprzedać Minister Skarbu Państwa? Oczywiście MSP następnie zamelduje premierowi jaki jest dzielny bo zrealizował plan i uzyskał pieniądze dla budżetu.

Obecnie OFE budzą wiele emocji w związku z tym, że pobierają prowizję od gromadzonych pieniędzy niezależnie od efektywności zarządzania aktywami. Poszczególne PTE nie są również skore do realnego konkurowania o klienta, gdyż są udziałowcami oligopolu z pewnością, że w kolejnych latach w wyniku losowania wpadnie w ich ręce kolejna grupa klientów. Problemem dalej pozostaje przenoszenie się z jednego OFE do drugiego bez utraty części zgromadzonych już pieniędzy. Następna sprawa to kwestia proporcji inwestowanych pieniędzy w takie instrumenty jak obligacje skarbu państwa czy akcje na GPW. Dlaczego obywatel sam nie może zdecydować, czy chce aby jego środki były inwestowane bardziej agresywnie, szczególnie kiedy wiek emerytalny to kwestia np. 30 lat

Reforma emerytalna przeprowadzona w roku 1999 r. wymaga rewizji i korekty, ale nie może sprowadzać do, praktycznie, całkowitego zerwania umowy ze społeczeństwem zawartej 10 lat temu. Jeśli można nacjonalizować przyszłe emerytury to strach pomyśleć kiedy  pod hasłem dobra budżetu państwa, rząd Donalda Tuska, zacznie nacjonalizować mieszkania, domy, działki. Nie życzę tego ani sobie ani nikomu z czytelników.

2011-01-07 00:50
Ogólne ofe, rząd Tuska, reforma ofe Komentarze (65)