Oceń wpis
   

Sobotnia katastrofa samolotu prezydenckiego to dla Polski wielka tragedia w powojennej historii. Każdy z nas ma swoje odczucia związane z tym wypadkiem. Na liście poległych mam grono bliskich, których straciłem.

Straciłem Lecha Kaczyńskiego, mojego Prezydenta, który potrafił być zasadniczy i pryncypialny, ale równocześnie potrafił pochylić się nad losem zwykłego człowieka, szczególnie wtedy kiedy widział jego cierpienie.

Straciłem Marię Kaczyńską, która z taką uwagą i szacunkiem potrafiła rozmawiać o muzyce z moją nastoletnią córką. Pani Prezydentowa to dla mnie wzór kobiety będącej przy boku polityka – subtelna, taktowna, z klasą. Potrafiła dopilnować tego co ważne, będąc równocześnie osobą skromną i pokorną.

Straciłem Prezydenta Kaczorowskiego strażnika i kontynuatora wartości II RP, Męża Stanu i Wielkiego Patrioty.

Straciłem przyjaciół z czasów harcerskich Kasię Doraczyńską i Pawła Wypycha, z którymi łączy mnie wiele wspólnych przeżyć przy ognisku i w czasie Białej Służby. Do Pawła próbowałem zadzwonić jeszcze w czwartek wieczorem, ale wyładował mi się telefon. Miałem się umówić na spotkanie w kolejnym tygodniu. Nigdy sobie nie wybaczę, że już Go nie usłyszę, nie zobaczę.

Straciłem Sławka Skrzypka – człowieka trochę zamkniętego, ale który przy bliższym poznaniu potrafił się otworzyć. Sławku! Pamiętam naszą wycieczkę rowerową w okolicach Międzyzdrojów i psujące się po drodze rowery!

Straciłem Olka Szczygło, z którym naprawdę się lubiliśmy, kiedy się spotykaliśmy zawsze się pobłażliwie uśmiechał traktując mnie jak młodszego brata, który znów coś narozrabiał… Trochę surowy, ale zawsze pogodny i miał czas na biegi długodystansowe, jazdę na rowerze czy windsurfing.

Straciłem kolegów posłów z mojego klubu. Grażyna Gęsicka była naszą nadzieją na zmiany w PiS, osoba bardzo merytoryczna, zdystansowana wobec bieżących sporów politycznych, spokojna, lubiana w klubie, pracowita, skromna.

Krzysio Putra – bardzo ciepły, z racji licznego potomstwa rozmowy z nim traktowałem jakbym był jego najstarszym synem. Dostawałem od niego słowa otuchy, swoistego ojcowskiego wsparcia, czasem napomnienie, aby zmienić swoje postępowanie. Ola Natalii-Świat, zawsze uśmiechnięta i pozytywnie do mnie nastawiona choćbym „błądził” w sprawach gospodarczych i miał inne zdanie na temat prywatyzacji. Przemek Gosiewski facet, którego nie da się określić w kilku słowach. Dla mnie tytan pracy, inteligentny, sprawny organizacyjnie, potrafił prowadzić trzy spotkania równolegle. Tak się rozpędził z Zespołem Pracy Państwowej, że nikt go nie mógł dogonić, potrafił dopilnować prac nad najdrobniejszą ustawą. Zbigniew Wassermann – dostojny, profesjonalny, dokładny i wnikliwy, zawsze chętny do pomocy, pięknie się różnił z przeciwnikami politycznymi w czasie debat w mediach. Jako prawnik potrafił zrozumiałymi słowami wytłumaczyć istotę sprawy, uporządkować terminologię.

Straciłem Grzesia Dolniaka i Sebastiana Karpiniuka, z którymi dyskutowałem na antenie i zawsze odnosili się wobec mnie z szacunkiem, często publicznie chwalili mnie, trochę wytrącając mi oręż z reki w czasie pojedynków w radio i TV. Arkadiusz Rybicki siedział obok mnie na wyciągnięcie ręki, mam nadzieję, że …po drugiej stronie, może do woli jeździć na rowerze o czym kilkakrotnie rozmawialiśmy.

Straciłem marszałka Szmajdzińskiego, z którym w Wielką Sobotę kibicowaliśmy na jednej trybunie Polonii Warszawa i ubolewaliśmy nad kondycją murawy boiska na Konwiktorskiej. Niestety teraz SuperSzmaja jest kandydatem na prezydenta w innym świecie. Jolanta Szymanek-Deresz, świetna babka do rozmowy, bardzo inteligentna, otwarta na inne poglądy, zawsze wiedziała o czym mówi, delikatna, przystojna, najlepsza tenisistka wśród parlamentarzystów…

Straciłem Wiesława Wodę posła, z którym pracowałem w komisji „Przyjazne Państwo”. On potrafił szybko ocenić, co w naszej pracy jest naprawdę ważne. Potrafił pracować bardzo wytrwale do momentu doprowadzenia sprawy do końca.

Straciłem Janusza Kochanowskiego, którego przekonałem do wycofania skargi do TK w sprawie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Dyskusja, z tak wymagającym rozmówcą, to była sama przyjemność, nawet jeśli pan doktor pozostawał przy swoim zdaniu.

Straciłem Andrzeja Przewoźnika, człowieka zawsze pogodnego, oddanego i kochającego to co robił.

Straciłem gen. Franciszka Gągora – żołnierza i dowódcę jakich coraz mniej w wojsku, odpowiedzialnego i roztropnego, potrafiącego chłodno ocenić sytuację i trafnie postawić diagnozę.

Straciłem ministra Tomasza Mertę, człowieka bardzo sumiennego, pokornego, zaangażowanego, taktownego, który w pełni zasługiwał na tytuł kulturalnego ministra.

Straciłem ministra Komorowskiego, którego poznałem jako polskiego ambasadora w Londynie, gdzie trudno sobie do dzisiaj wyobrazić lepszego dyplomatę w tym miejscu. Był osobą nobliwą i dostojną, od której bił blask i nikt nie miał wątpliwości, że zasługuje na posłuch.

Straciłem ks. Adama Pilcha – tatę Emmy, koleżanki mojej córki Julki, który zawsze był taki ciepły, otwarty ale nigdy nie próbował narzucać się nam, katolikom, jako ewangelicki pastor. W jego domu parafialnym czułem się jakbym był u kogoś w domu. Parafia przy Pl. Unii Lubelskiej to miejsce spotkań naszych dzieci ze szkoły na Miodowej przy okazji świąt, końca roku szkolnego. Zastanawiam się dlaczego tak świetni ludzie jak on odeszli, choć tak gorliwie służyli ludziom.

Straciłem ks. infułata Zdzisława Króla, który w Boże Narodzenie 1995 udzielił mi i mojej żonie ślubu na Placu Grzybowskim. To był kochany człowiek, mądry, wrażliwy, otwarty, bardzo aktywny, bezpośredni, zawsze mający wiele do opowiedzenia.

Straciłem ks. prof. Zdzisława Rumianka – rektora UKSW, dobrego gospodarza na Bielanach i twórcę kampusu na Wójcickiego. To był sympatyczny człowiek – dostojny, a zarazem skromny, wspaniały organizator.

Straciłem pana Mariusza Kazanę, który tak pięknie i z takim zaangażowaniem wiele lat temu oprowadził mnie i moją żonę po pięknym budynku ambasady polskiej w Paryżu. To był zdolny dyplomata, potrafiący znaleźć się w każdej sytuacji. Jego profesjonalizm potwierdzał, że pełnienie funkcji szefa protokołu dyplomatycznego nie było przypadkiem.

Tych wszystkich straciłem, bo odeszli do Pana, ale mam nadzieję, że czekają na mnie po drugiej stronie i dane nam będzie kiedyś oddać się tym zajęciom, których już tu  nie doświadczymy.

Na pokładzie tego samolotu było wielu innych, których znałem mniej, ale jeszcze była szansa poznania ich bliżej.

 

2010-04-12 11:25
Ogólne Komentarze (4)

Komentarze

2010-05-02 13:45:35 | *.*.*.* | Whitney
Ciągle płaczę... [2]
Pan Bóg wiedział, że jeśli teraz ich nie zabierze to Pana Lecha Kaczyńskiego i jego
małżonkę będą dalej lżyć, a tak doczekali się przynajmniej prawdy o tym jacy byli
wspaniali , jakim byli kochającym się małżeństwem, a Pan Prezydent był wielkim patriotą i
wielkim człowiekiem o wielkim sercu. Tylko że ja ciąglę płaczę za nimi wszystkimi i nie
mogę się z tym pogodzić, bo w tym samolocie byli tacy wspaniali ludzie, za którymi tak
bardzo tęsknię jak Janusz Kurtyka, Aleksander Szczygło, Paweł Wypych ,Stanisław Stasiak,
Zbigniew Wassermann.... 100 % uczciwości i patriotyzmu. Wspaniali dowódcy wojskowi,
świetnie wyszkoleni i pozostali uczestnicy tego tragicznego lotu ,sama śmietanka polskości,
patriotyzmu i uczciwości . W PO raczej trudno znaleźć takich ludzi, niestety... Pan Lech
Kaczyński to był taki prawdziwy Prezydent Polski, który chciał Polski silnej i niezależnej.
Boże dlaczego ? Jest mi tak ciężko na sercu. Ale Ty wiedziałeś, że zabierając ich do
siebie otworzysz niektórym oczy w tym naszym dziwnym kraju na to, jak to było z ta prawdą o
Prezydencie Lechu Kaczyńskim i jego małżonce Marii.... Panie Pawle dziękuję za tak
wspaniały wpis na swoim blogu o tym tragicznym locie i jego wspaniałych pasażerach. I
cieszę się, że tak mądry człowiek jak Pan jest w PiS... Pozdrawiam, Monia. skomentuj
2013-04-17 01:37:43 | *.*.*.* | najlepsze lokaty
Pani wpis powinien być gdzieś wsadzony w ramki. skomentuj
2013-12-25 18:59:06 | *.*.*.* | inwestycje-finanse
Niestety, na tak mądrego człowieka ak się okazuje w PIS miejsca nie ma. skomentuj
2010-04-13 03:07:46 | *.*.*.* | Jurgi
Re: Po tragedii w Smoleńsku... [0]
Wielka szkoda, żałość, że niektórzy, w tym niestety jeden z Pańskich kolegów partyjnych,
wykorzystuje tę smutną dla wszystkich sytuację, żeby jątrzyć i przynosić wstyd naszemu
krajowi. skomentuj